Życie mnie powoli uczy, kolejnych rzeczy. Niby oczywistych, ale uświadamiasz sobie tą oczywistość, kiedy zdarzy się coś czego nie przewidziałeś, coś niezwyczajnego. Tak nagle ta świadomość uderza do mnie, ale czy żyje mi się z tym lepiej? Z jednej strony, patrze na wszystko obiektywnie i realnie jednak z drugiej lubię marzyć, lubię mieć nadzieję. I lubię gdy to się spełnia. Wraz z coraz większą świadomością, naiwność tego dziecka, które nie bało się żadnych wyzwań, było sobą, robiło wszystko spontanicznie, które było mną, tak po prostu zanika. I ta nadzieja. Dlaczego?
Myśląc o tym, stwierdzam że właściwie, lepiej nie mieć nadziei i się nie zawodzić. Albo po prostu, zająć się tylko sobą, nie myśleć o reszcie, o tym co mogłoby się zdarzyć. Tylko najgorsze jest to, gdy tak nie potrafię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz